Wiem, wiem. Powidła powinno się robić bez cukru. I można je robić z jakichkolwiek owoców. W Polsce jednak tak często używa się zwrotu „powidła śliwkowe”, że weszło to już w krew. Zostawiam więc dziś taki tytuł.
Zacznę może od tego, że powidła śliwkowe robię na parę sposobów. Czasami je piekę i potem maksymalnie odparowuję, nadal piekąc. Czasem je po prostu smażę. Czasem piekę i odparowuję już w garnku na gazie. Od paru dni (dokładnie od 1 września :)) mam w końcu więcej czasu dla siebie, więc postanowiłam przez 3 dni powoli je smażyć. I w sumie niezależnie od tego, którą metodą je robię, zawsze trwa to 3 dni.
Powidła muszą mieć czas, żeby ich smak finalnie był taki jak trzeba, Nasycony, intensywny, trochę dymny. Kolor? Raczej wchodzący w brązowy. Ważne, żeby ich nie przypalić, bo wtedy wyjdą gorzkie. Pilnujcie więc tego.
Jeżeli chodzi o ilość cukru, nie jestem Wam podać dokładnej gramatury. Wszystko zależy od śliwek jakich użyjecie. Jedne potrzebują więcej cukru, inne mniej. Chyba nigdy nie zdarzyła mi się sytuacja, żeby nie dodawać go w ogóle. Jeżeli jesteście szczęściarzami, którzy mają ekstremalnie słodkie śliwki, pomińcie cukier. Wtedy zrobicie powidła z prawdziwego zdarzenia. Czego Wam serdecznie życzę.
Rodzaj śliwek? Najlepiej węgierki, na które obecnie trwa sezon. Jeżeli więc macie ochotę zabrać się za powidła, zróbcie to teraz. W tym roku miałam ich dwa rodzaje, te mniejsze i trochę większe. Z jednych i drugich powidła wychodzą wyśmienite.
Powidła śliwkowe robię zdecydowanie częściej, odkąd okazało się, że są ulubionym dżemem mojej córki. Kiedykolwiek nie zapytam z czym chce zjeść naleśniki albo omlet biszkoptowy, zawsze słyszę tę samą odpowiedź. Z powidłami. Wekuję je więc od przynajmniej 4 lat i myślę, że to się szybko nie skończy. Dopóki będę miała siły, będę je robić. Tak jak tarte buraki do słoików, ogórki kiszone i pierogi.
Polecam Wam dzisiejszy przepis. Jest pracochłonny i czasochłonny, ale wierzcie mi, warto odstać i odmieszać swoje.
Smacznego.

Jak zrobić powidła śliwkowe?
Składniki:
5 kg dojrzałych śliwek (najlepsze będą węgierki)
3/4 szklanki cukru (lub więcej, do smaku)
(przepis na mniej więcej 7-8 słoików po 250 ml)
Śliwki myjemy, a następnie drylujemy. Ja na tym etapie wrzucam rozdrabniam je trochę w robocie kuchennym. Ale naprawdę nieznacznie, tylko tyle żeby po prostu zmniejszyły swoją objętość. Nie robię z nich papki. Jeżeli nie macie robota kuchennego, pokrójcie je po prostu w mniejsze kawałki.
Śliwki smażę 3 dni, od razu uprzedzam :).
Owoce wrzucamy do garnka z grubym dnem i smażymy je około 3 godziny bez przykrycia. Na wolnym ogniu, od czasu do czasu mieszając. Pamiętajcie, żeby ich pilnować i ich nie przypalić. Wtedy wyjdą niestety gorzkie.
Na drugi dzień dodajemy do nich cukier i smażymy je znowu około 2-3 godziny. Powoli. Często mieszamy.
Trzeciego dnia ponowie je smażymy. Około godziny.
Śliwki powinny się zupełnie rozpaść, powidła powinny być dość gładkie, ale nie za bardzo. Jeżeli chcecie finalnie uzyskać idealnie gładkie powidła, możecie je zblendować. Ja tego nigdy nie robię.
Przed przelaniem do słoików spróbujcie czy wyszły wystarczająco słodkie. I pamiętajcie, że po ostygnięciu jeszcze zgęstnieją. Gorące powidła przekładamy do wyparzonych słoików i zamykamy wyparzonymi zakrętkami, odwracamy do góry dnem.
Podobne przepisy:
Pieczone powidła śliwkowe
Powidła śliwkowe z cynamonem
Powidła śliwkowe z czekoladą i whisky
Czekowiśnia
Pieczone powidła śliwkowe z kakao