Krem z pieczonego kalafiora

przez Kardamonowy

Tak, znowu krem. Ostatnio jakoś dobrze nam wchodzą. Poza tym jest jesień, beznadziejna pogoda, sami wiecie. Ja w sumie zupy jadam najchętniej jesienią i zimą, ale pisałam już tutaj o tym tyle razy, że nie będę kontynuowała tematu.
Skąd pomysł na kalafiora? Znikąd tak naprawdę. Po prostu miałam go w lodówce. Gotowane i pieczone, jako danie główne, już trochę nam się znudziły. Stanęło na zupie. I klasycznie na początku miała być zwyczajna kalafiorowa. Miałam ochotę jednak na coś nowego. Postanowiłam więc upiec kalafiora i zmiksować go na śmierć.
Spodziewałam się, że zupa będzie raczej smaczna. Lubię surowego kalafiora, upieczonego jeszcze bardziej. Nie było więc innej opcji. Krem z pieczonego kalafiora wyszedł bardzo smaczny. Bardzo. Wrócę do niego niebawem, głównie za sprawą owocu granatu. Czemu teraz o tym piszę? Bo przypadkowo, do mężowej wersji zupy, władowałam porządną ilość ziaren granata. Też bez jakichś wcześniejszych analiz. To dopiero było coś! Mówię Wam. Spróbujcie kiedyś takiego połączenia.
Jeżeli chodzi od dodatki do kremów, zawsze najlepiej sprawdzają się grzanki. Ja ostatnio częściej je robię z ciemnego pieczywa, ale oczywiście z jasnego będą dużo smaczniejsze (chociaż to i tak kwestia indywidualna). Kiedyś kremy jadałam z groszkiem ptysiowym, ale jakoś nigdy nie byłam do niego przekonana. Chętniej teraz pakuję do kremów uprażone pestki dyni, migdały lub ziarna słonecznika. Musi coś chrupać, no musi.
Przepis jest chyba sprzed 2 tygodni, więc wrzucam go z niewielkim opóźnieniem. Bo dzisiaj znowu mam zupę kalafiorową. Tym razem zupełnie zwyczajną, ale bez ziemniaków. Tak, dieta. I nie, nie zmniejszająca masę. Ziemniaki zastąpiłam ciemnym ryżem. Przepis też niedługo pojawi się na Kardamonie.
Lecę się pokrzątać. Do następnego. Do piątku.


Składniki:
1 l bulionu (ja użyłam warzywnego)
1 kalafior
pół główki czosnku
gałka muszkatołowa
pół łyżeczki mielonej kolendry (opcjonalnie)
sól
pieprz
oliwa
1 opakowanie migdałów w słupkach
(przepis na 4 porcje)

Kalafior myjemy i dzielimy na małe różyczki, doprawiamy solą, świeżo zmielonym pieprzem i kolendrą. Lekko skrapiamy oliwą.
Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni. Do naczynia żaroodpornego wkładamy różyczki kalafiora i czosnek w łupinach, wszystko pieczemy około 20-25 minut. Mieszamy od czasu do czasu.
Migdały prażymy na suchej patelni, aż do zrumienienia.
Bulion podgrzewamy. Dodajemy do niego upieczonego kalafiora (parę różyczek można zostawić do przybrania) i czosnek bez łupin. Doprawiamy solą i świeżo zmielonym pieprzem. Zagotowujemy. Następnie zupę lekko studzimy i miksujemy aż do uzyskania jednolitego kremu. Jeżeli wyszedł za gęsty, dolejcie do niego więcej bulionu (lub wody). Jeżeli wyszedł za rzadki, pogotujcie go chwilę bez pokrywki, aż uzyskacie pożądaną przez Was konsystencję.
Zupę podajemy z uprażonymi migdałami.

Inne propozycje zup kremów:
Krem z kiszonej kapusty
Krem z groszku z grzankami
Krem z brokułów z grzankami i parmezanem
Krem z brukselki z fetą
Krem z borowików z mascarpone
Zupa krem z cukinii z bazylią i mascarpone

Komentarze

* Wstawiając komentarz zezwalasz na użycie Twoich danych osobowych w celu jego publikacji na stronie. Twój e-mail nie będzie widoczny.

Zobacz również

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda Polityka prywatności

Polityka prywatności