Chleb żytni na zakwasie

przez Kardamonowy

Z zakwasem chlebowym mam do czynienia gdzieś od roku. Moje pierwsze podejścia wynikały głównie z ciekawości. Jak wygląda „opieka” (tak tak) nad nim, jak upiec z nim chleb. I od razu wspomnę, że nie stworzyłam go sobie od początku, tylko kupiłam przez internet od babeczki, która zbiera kasę na koci dom tymczasowy, sprzedając właśnie swój zakwas (na żur także). Jak będziecie chcieli na nią namiary, napiszcie do mnie, chętnie się z Wami nim podzielę. Wracając jednak do samego zakwasu, pobawiłam się nim jakieś dwa miesiące, zużyłam go do końca i o nim zapomniałam.
No i jakiś miesiąc temu musiałam do niego wrócić. Teraz w tygodniu muszę piec około dwóch bochenków chleba żytniego na zakwasie. Przez kolejne 6-8 miesięcy, może i rok. Od czasu do czasu kupuję tego typu pieczywo także w sklepach, ale samo pieczenie jest tak przyjemne, że nie widzę powodu, żeby z niego zrezygnować. Nie mówiąc już o tym, że naprawdę wiem co jem. Dla mnie to obecnie mega ważne (ważniejsze niż zazwyczaj).
Nie będę się rozpisywała na temat karmienia zakwasu, jego aktywności i innych gramatur, w internecie jest wiele mądrych blogów na ten temat, na pewno coś znajdziecie.
Mój zakwas jest podobno 100% żytni i taką też mąką go dokarmiam. Najczęściej 2000, czasem mąką z niższego przemiału (ale raczej powyżej 1000).
Chleb żytni na zakwasie to chleb ciężki, z puszystością ma tyle wspólnego co ja z hodowlą rozwielitki. Jest to chleb bardzo sycący i zdrowy. Chociaż nie powinno się go jadać na diecie wątrobowej, więc w tym wypadku jest raczej szkodliwy (tego typu diety też już mam przemielone). Taki chleb po prostu trzeba lubić. Na szczęście coraz więcej ludzi go jada. U mnie na śniadaniach nikt nie marudzi, że nie dostaje puszystych, chrupiących pszennych bułek. To cieszy. Nawet bardzo. Nie pamiętam już kiedy ostatnio zaserwowałam takie pieczywo na poimprezowych śniadaniach. Zabijcie mnie, nie pamiętam.
Dodatki? Ja dodaję różne, zależy co zalega mi akurat w szafkach. Słonecznik, otręby, siemię lniane, pestki dyni. A teraz pomyślałam, że może dodatek orzechów będzie ciekawą opcją. Póki co żurawina i inne tego typu rzeczy odpadają, ale jak Wy macie ochotę, nie krępujcie się.
Przepis, z którego korzystam jest z bloga magazynbieganie. Dla mnie jest kompletny. I chyba najprostszy, z jakim miałam styczność.
Pieczcie na zdrowie.


Miary objętości na blogu:
szklanka 250 mlłyżeczka 5 mlłyżka 15 ml.
Składniki:
400 g mąki żytniej (ja użyłam typu 2000)
1,5 szklanki letniej wody
150 g aktywnego zakwasu chlebowego
1 szklanka ulubionych dodatków (łuskane pestki słonecznika, dyni, siemię lniane, itp.)
1-1,5 łyżeczki soli

Mąkę wsypujemy do miski. Dodajemy do niej zakwas, dodatki, sól i wodę. Wszystko dokładnie mieszamy (najlepiej drewnianą łyżką). Masa będzie klejąca, uprzedzam. Keksówkę cienko smarujemy olejem, ciasto przekładamy do keksówki (można je wyrównać palcami lekko posmarowanymi olejem). Przykrywamy wilgotną ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia w ciepłe miejsce na jakieś 12 godzin. Tak, tyle to niestety trwa. Zakwas potrzebuje więcej czasu niż drożdże. I nie wyrasta jakoś spektakularnie, na też weźcie poprawkę.
Wyrośnięty chleb wkładamy do rozgrzanego do 220 stopni piekarnika. Po ok. 20 minutach zmniejszamy temperaturę do 180 stopni i pieczemy przez kolejne 30-35 minut. Gotowy chleb wyciągamy z piekarnika i odstawiamy do ostygnięcia.
Keksówka w jakiej piekłam chleb miała wymiary 25×11 cm.

Podobne przepisy:
Chleb pszenno-żytni na drożdżach
Chleb z garnka

Komentarze

* Wstawiając komentarz zezwalasz na użycie Twoich danych osobowych w celu jego publikacji na stronie. Twój e-mail nie będzie widoczny.

Zobacz również

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda Polityka prywatności

Polityka prywatności