Komosa ryżowa z ziołami, słonecznikiem i siemieniem lnianym

przez Kardamonowy

Dziś przepis, którym nie podbiję internetów, mam tego świadomość. To nie jest nic nadzwyczajnego, nic niezbędnego. Ale kto wie, może komuś kiedyś się przyda, może kogoś zainspiruję. Muszę kombinować z zamiennikami ziemniaków, klusek. Gluten ostatnimi czasy odpada. Kasza jest ok, ciemne ryże i makarony też, ale to nie wystarczy. Dieta, którą obecnie uskuteczniamy będzie raczej długotrwała, muszę więc kombinować, żeby się w kuchni nie zanudzić. Jedzeniowo także.
Poczytałam tu i tam i trafiłam na komosę ryżową (quinoę), o której oczywiście czytałam wielokrotnie, ale z którą nie miałam nigdy styczności. Przy okazji przedostatnich zakupów, rozglądałam się za komosą i w sumie bez problemu ją dostałam. Kupiłam ją głównie z myślą o sałatkach, ale na pierwszy strzał wylądowała na talerzu jako dodatek do drobiu. Była całkiem ok. Nie powaliła mnie na kolana, ale jest fajną odmianą.
I jest bardzo, bardzo zdrowa. Jest świetnym źródłem białka. Jest bogata w witaminy: B, E, kwas foliowy, kwasy omega 3. Posiada niski indeks glikemiczny i dużą ilość błonnika. Nie wiem jak Was, ale mnie to przekonuje, to mi wystarczy.
Komosa ryżowa z ziołami, słonecznikiem i siemieniem lnianym była naprawdę świetnym dodatkiem do obiadu. Mimo wszystko. Bo jednak w smaku bardziej przypomina kaszę, niż cokolwiek innego. A jak wiecie (lub nie) My kaszami gardzi. Nie ma obecnie za wiele do gadania, więc wcina co mu zaproponuję.
Muszę siąść na spokojnie i pomyśleć co jeszcze z quinoi mogłabym wczarować. Nie chcę się ograniczać do sałatek i dodatków do dań głównych. Jak skubana już jest taka zdrowa, powinnam ją upychać gdzie się da. Może burgery wegetariańskie? Jutro mam w planie zrobić kotlety z kalafiora, może dodam do nich komosę? Muszę poczytać jak się zachowuje w takich klimatach. Po wymieszaniu kalafiora z komosą przecież nie wyjdą mi po prostu kotlety. Jajko chyba nie wystarczy, żeby to wszystko związać… Chyba. O, może wrzucę ją do jakiegoś farszu? Np. do bakłażana albo cukinii. Krupnik? No. Nad deserami nawet nie myślę, nie są nam potrzebne do szczęścia.
Dobra, muszę kończyć, nie mam już dzisiaj za dużo czasu dla siebie.
Trzymajcie się ciepło i do (chyba) niedzieli.



Składniki:
pół szklanki surowej komosy ryżowej
1 szklanka wody
pół małego pęczka natki pietruszki
pół małego pęczka koperku
parę dużych liści bazylii
2 łyżki łuskanych ziaren słonecznika
1 łyżka ziaren siemienia lnianego
2 łyżki oliwy extra virgin
sok z połowy małej cytryny
sól
pieprz
(przepis na 2 większe porcje)

Komosę płuczemy pod bieżącą wodą. Do garnka wlewamy 1 szklankę wody, zagotowujemy. Wsypujemy do niej komosę, przykrywamy pokrywką i gotujemy na niewielkim ogniu około 12 minut (tak było napisane na opakowaniu mojej i sprawdziło się to w 100%). Po ugotowaniu odstawcie ją na parę minut przykrytą pokrywką, komosa wchłonie ewentualną wodę, która nie wyparowała podczas gotowania.
W międzyczasie prażymy na suchej patelni pestki słonecznika. Szatkujemy umyte zioła.
Do gotowej komosy dodajemy słonecznik, poszatkowane zioła, siemię lniane, oliwę, sok z cytryny. Doprawiamy solą i świeżo mielonym pieprzem.

Podobne przepisy:
Ryż z migdałami, słonecznikiem i siemieniem lnianym
Bulgur z ziołami, słonecznikiem i chili

Komentarze

* Wstawiając komentarz zezwalasz na użycie Twoich danych osobowych w celu jego publikacji na stronie. Twój e-mail nie będzie widoczny.

Zobacz również

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda Polityka prywatności

Polityka prywatności